

Sejm już wkrótce zakończy prace nad nowelizacją prawa budowlanego. Więcej…
Jeszcze niedawno potwierdzenie nabycia spadku było możliwe tylko w sądzie. Spadkobiercy musieli wystąpić do sądu z wnioskiem o stwierdzenie praw do spadku. Teraz będzie to prostsze. Wystarczy udać się do notariusza, który sporządzi notarialny akt potwierdzenia spadku. Więcej…
Jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania (art. 299 § 1 ksh), co oznacza, że wierzyciel może dochodzić spłaty długu z majątku osobistego członków zarządu. Musi się jednak spieszyć, by roszczenia nie uległy przedawnieniu. Więcej…
Projekt wprowadzenia sztywnych marż i cen na leki refundowane jest jedną z węzłowych propozycji tzw. „małej nowelizacji” prawa farmaceutycznego. Więcej…
Nowe biuro LSW w Gdańsku
Kancelaria Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy uruchomiła nowe biuro w Gdańsku. Nowy oddział kancelarii został otwarty z myślą o coraz większej grupie naszych klientów z terenu północnej Polski, a także klientach z siedzibą w Warszawie, którzy prowadzą swoje działania biznesowe w tamtym regionie.
Biuro mieści się w odrestaurowanej kamienicy w zabytkowej części Gdańska, niedaleko ulicy Szerokiej. Tu w pobliżu historycznego Bursztynowego Szlaku dawny charakter miasta styka się z biznesową atmosferą panującą w kancelarii.
Adres biura w Gdańsku:
ul. Chlebnicka 17/18
80-830 Gdańsk
tel. +(0 58) 30 54 663
fax +(0 58) 30 54 663
Pracami gdańskiego zespołu prawników kieruje radca prawny i wspólnik kancelarii – Justyna Bójko.
Biuro gdańskie, podobnie jak biura warszawskie i katowickie, zapewnia kompleksowe doradztwo prawne w zakresie:
a także:
Pro Bono: zadośćuczynienie dla rodziców tragicznie zmarłej dziewczynki
W Sądzie Okręgowym w Toruniu zapadł wyrok w sprawie cywilnej wytoczonej przez rodziców tragicznie zmarłej dziewczynki. Sąd przyznał każdemu z rodziców po 80 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia (razem 160 tys złotych). Pełnomocnikiem rodziny była mecenas Anna Stykowska - Sikora z kancelarii „Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy”, która prowadziła tę sprawę w ramach działalności pro bono.
W 2005 roku zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego 9 letnia dziewczynka wracająca ze szkoły wysiadając ze szkolnego autobusu, uległa wypadkowi drogowemu. W gimbusie należącym do PKS Brodnica znajdowała się opiekunka, której obowiązkiem było czuwanie nad bezpieczeństwem dzieci udających się i wracających ze szkoły. Niestety tamtego dnia zabrakło odpowiedniej uwagi i opieki. Pozostawione bez koniecznej opieki dziecko zginęło pod kołami nadjeżdżającego auta.
Rodziców dziewczynki nie było stać na pomoc prawnika, dlatego też z upoważnienia mecenasa Macieja Ślusarka, adwokata z kancelarii „Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy” prowadziła tę sprawę aplikant adwokacki Anna Stykowska – Sikora bezpłatnie w ramach działań pro bono. Po ponad trzech latach od zdarzenia oraz ponad roku od wniesienia powództwa Sąd Okręgowy w Toruniu uznał solidarną odpowiedzialność właściciela gimbusa, PKS Brodnica, za śmierć dziewczynki i przyznał jej rodzicom zadośćuczynienie za naruszenie dobra osobistego w postaci szczególnej więzi uczuciowej i emocjonalnej łączącej rodziców z dzieckiem.
Kancelaria Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy ma wieloletnią tradycję działalności społecznej, w tym pomocy prawnej fundacjom i stowarzyszeniom oraz osobom prywatnym. Program pro bono kancelarii charakteryzuje kompleksowa opieka nad organizacjami non-profit potrzebujących profesjonalnej pomocy. Prawnicy kancelarii współpracują m.in.: z Programem Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz z Centrum Pro Bono. Program pro bono kancelarii prowadzi Mecenas Maciej Ślusarek i Pani Jolanta Lisicka.
Nasze szkolenia
W dniu 14 maja odbędą się warsztaty na temat:
"Film w reklamie. Reklama jako dzieło audiowizualne"
Warsztaty prowadzą prawnicy z naszej kancelarii: Pani Natalia Bartsch oraz Pan Maciej Kubiak wraz z Dyrektorem Zarządzającym FilmWorks - Andrzej Rehorowski. Osoby zainteresowane zapraszam na stronę MediaRun www.mediarun.pl, organizatora warsztatów.
Sejm już wkrótce zakończy prace nad nowelizacją prawa budowlanego. Proponowane zmiany mogą nie tylko zlikwidować pozwolenie na budowę, ale także wprowadzić nowe zasady legalizacji samowoli budowlanych. Co więcej, zmienią się zasady ustalania wysokości opłat legalizacyjnych, jakie musi uiścić każdy inwestor, który chce zalegalizować samowolę budowlaną.
Zgodnie z nowymi przepisami niezależnie od rodzaju budynku oraz dokonanego przez inwestora naruszenia przepisów z zakresu prawa budowlanego – opłata legalizacyjna za samowolę budowlaną będzie wynosiła 50 tysięcy złotych. Ponadto przy legalizacji samowoli budowlanej, poza uiszczeniem opłaty legalizacyjnej, inwestor będzie musiał także przedstawić zgodę urbanistyczną oraz oświadczenie o posiadanym prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane wraz z wymaganymi opinią i uzgodnieniami. Brak tych dokumentów lub niezapłacenie 50 tys. zł będzie skutkowało koniecznością rozbiórki samowoli.
Opłata legalizacyjna
Dotychczas powiatowy inspektor nadzoru budowlanego przed wydaniem decyzji w sprawie zatwierdzenia projektu budowlanego i udzielenia pozwolenia na wznowienie robót budowlanych, w drodze postanowienia ustalał wysokość opłaty legalizacyjnej. Jej wysokość zależała od rodzaju samowoli, a mianowicie od tego, czy obiekt został postawiony bez wymaganego pozwolenia na budowę, czy też bez zgłoszenia (lub pomimo sprzeciwu złożonego do zgłoszenia). W pierwszym wypadku opłata legalizacyjna była bardzo wysoka i wyliczano ją na podstawie wzoru określonego w ustawie prawo budowlane. Stawkę w wysokości 500 zł należało pomnożyć przez 50 i odpowiednie współczynniki, tj. współczynnik kategorii obiektu i jego wielkości. Informację o współczynnikach zawiera załącznik do ustawy prawo budowlane. W drugim wypadku, gdy obiekt wzniesiono bez zgłoszenia, opłata legalizacyjna była zdecydowanie niższa i wynosiła, w zależności od rodzaju budynku: 2.500,- zł lub 5.000,- zł.
Taka sama opłata za dom i za centrum handlowe
Przyjęcie zasad naliczania opłat legalizacyjnych w sposób proponowany nowelizacją wywołał burzliwą dyskusję wśród ekspertów z branży budowlanej i przez większość z nich jest mocno krytykowane. Przede wszystkim proponowanym zmianom zarzuca się, że nowe przepisy będą niekorzystne dla zwykłych obywateli. Zyskają na nich natomiast duzi inwestorzy. Obecnie opłaty legalizacyjne są bowiem co prawda bardzo wysokie, ale są uzależnione od rodzaju budynku. Jeżeli ktoś chce np. zalegalizować dom jednorodzinny, to musi zapłacić 50 tys. zł, a jeżeli chce zalegalizować garaż, to opłata wyniesie 25 tys. zł. Nowe przepisy zrównają natomiast wszystkie samowole, bez względu na ich rodzaj, co należy uznać za niedopuszczalne. Jednakowa kara dla tych, którzy samowolnie wybudowali garaż i wielkie centrum handlowe, oznacza, że wszyscy zainteresowani samowolami będą mogli praktycznie bezkarnie je realizować. Wystarczy, że ich samowole będą zgodne z planami zagospodarowania przestrzennego.
Oczywistym jest, że jeśli ktoś wybudował niezgodnie z przepisami cały dom, to powinien ponieść wyższą karę od osoby, która do domu niezgodnie z przepisami dobudowała tylko ganek. Niestety zarówno teraz, jak i zgodnie z nowelizacją prawa budowlanego, osoby te traktowane są w taki sam sposób. Aby to zmienić, wielu ekspertów proponuje wprowadzenie przepisów, które uzależniałyby wysokość opłaty legalizacyjnej od rodzaju przewinienia.
Sylwia Białek - prawnik
Prześlij znajomemuChcę zapytaćPowrót
Jeszcze niedawno potwierdzenie nabycia spadku było możliwe tylko w sądzie. Spadkobiercy musieli wystąpić do sądu z wnioskiem o stwierdzenie praw do spadku. Teraz będzie to prostsze. Wystarczy udać się do notariusza, który sporządzi notarialny akt potwierdzenia spadku.
Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego niezależnie, czy dziedziczenie odbywa się na podstawie przepisów ustawy, czy też na podstawie testamentu, spadek nabywa się z chwilą jego otwarcia, tj. z chwilą śmierci spadkodawcy. Co prawda nie istnieje obowiązek uzyskania aktu potwierdzenia nabycia spadku. Zazwyczaj jednak, aby móc się skutecznie powoływać na prawo dziedziczenia wobec osób trzecich, należy taki akt uzyskać. Do dnia 1 października 2008 r. potwierdzenie takie można było uzyskać wyłącznie po przeprowadzeniu postępowania sądowego zakończonego prawomocnym postanowieniem o stwierdzeniu nabycia spadku. Dzięki nowelizacji ustawy Prawo o notariacie spadkobiercy uzyskali możliwość wyboru alternatywnego sposobu potwierdzenia dziedziczenia poprzez sporządzenie u notariusza aktu jego poświadczenia. Akt poświadczenia dziedziczenia zarejestrowany w rejestrze prowadzonym przez Krajową Radę Notarialną ma taką samą moc prawną, jak prawomocne postanowienie sądu w tym zakresie. Podobnie każdy z aktów korzysta z domniemania Procedura notarialna jest zdecydowanie wygodniejsza i szybsza niż postępowanie sądowe, jednakże nie w przypadku każdego spadku możemy udać się do notariusza.
Zgodne żądanie wszystkich spadkobierców
Uprawnienia notariusza do sporządzenia aktu poświadczenia dziedziczenia zostały przewidziane tylko w sprawach niespornych. Brak sporu między uczestnikami postępowania musi obejmować wszystkie elementy poświadczenia dziedziczenia - zarówno krąg spadkobierców uprawnionych do dziedziczenia, tytuł dziedziczenia, jak i wysokość udziałów przypadających poszczególnym spadkobiercom. Jeżeli w trakcie czynności notarialnych ujawni się spór pomiędzy spadkobiercami lub notariusz poweźmie wątpliwości, czy w czynnościach biorą udział wszystkie konieczne osoby, czy istnieją lub istniały inne testamenty lub nie będzie mógł określić z treści testamentu wysokości udziału przypadającego każdemu ze spadkobierców, wówczas jedyną drogą stwierdzenia nabycia spadku będzie droga sądowa. Wyłącznie droga sądowa pozostaje również osobom niebędącym spadkobiercami, ale mającym interes prawny w stwierdzeniu nabycia spadku, np. wierzycielom spadkodawcy.
Dziedziczenie na podstawie ustawy lub testamentu
Do notariusza po potwierdzenie prawa dziedziczenia możemy udać się niezależnie od tego, czy jesteśmy spadkobiercami dziedziczącymi na podstawie przepisów ustawy, czy posiadamy testament zwykły spadkodawcy, tj. sporządzony przez spadkodawcę w formie pisemnej z własnoręcznym podpisem, testament notarialny albo testament sporządzony przez spadkobiercę wobec wójta, burmistrza, prezydenta miasta, starosty, marszałka województwa, sekretarza powiatu albo gminy lub kierownika urzędu stanu cywilnego. Posiadanie więcej niż jednego testamentu nie stanowi automatycznej przeszkody do uzyskania poświadczenia dziedziczenia w kancelarii notarialnej pod warunkiem, że ich wielość nie powoduje wątpliwości odnośnie kręgu spadkobierców i wysokości ich udziałów. Nie uzyskamy jednak od notariusza potwierdzenia nabycia spadku na podstawie testamentów szczególnych, czyli testamentu ustnego, wojskowego lub sporządzonego na statku morskim.
Osobisty udział spadkobierców
Wszystkie osoby, które mogą być brane pod uwagę jako spadkobiercy ustawowi i testamentowi muszą zgłosić się osobiście do rejenta i złożyć zgodne żądanie poświadczenia dziedziczenia. Osobisty udział osób, które dziedziczyłyby z ustawy jest konieczny nawet, gdy spadkodawca sporządził testament. Dlatego jeżeli spadkodawca nie pozostawił po sobie małżonka lub krewnych uprawnionych do dziedziczenia ustawowego i spadek dziedziczy z mocy ustawy gmina lub Skarb Państwa, spadkobiercy testamentowi w celu uzyskania stwierdzenia nabycia spadku muszą złożyć wniosek do sądu.
Notariusz nie dla wszystkich
Instytucja notarialnych certyfikatów spadkowych została zastrzeżona wyłącznie do spraw spadkowych, w których spadkodawca w chwili śmierci był obywatelem polskim lub nie posiadając żadnego obywatelstwa, zamieszkiwał w Rzeczypospolitej Polskiej. W skład spadku nie mogą wchodzić nieruchomości położone za granicą. Kolejnym warunkiem do skorzystania z usług notariusza jest otwarcie spadku po 1 lipca 1984 r.
Dokumenty potrzebne do sporządzenia aktu poświadczenia
Do sporządzenia poświadczenia dziedziczenia potrzebne będą odpis akt zgonu spadkodawcy, numer jego PESEL, ewentualne testamenty oraz dowody osobiste spadkobierców, ich odpisy aktów urodzenia, ewentualnie małżeństwa.Zalety i wady notarialnego poświadczenia dziedziczenia
Do zdecydowanych zalet potwierdzenia dziedziczenia przed notariuszem należy zaliczyć możliwość wyboru kancelarii notarialnej, gdzie w przypadku sądu musi to być sąd właściwy ze względu na ostatnie miejsce zamieszkania spadkodawcy. Spadkobiercy mają też możliwość ustalenia dogodnego terminu sporządzenia aktu poświadczenia, z reguły znacznie wcześniejszego niż termin rozprawy, który byłby wyznaczony przez sąd.
Za wady takiego postępowania uznaje się konieczność osobistego stawiennictwa wszystkich spadkobierców, ograniczenia w zakresie obywatelstwa spadkobierców oraz formy testamentów stanowiących podstawę dziedziczenia. Nie bez znaczenia jest również fakt, iż jeżeli prawo do spadku zostało stwierdzone równolegle prawomocnym postanowieniem sądu i zarejestrowanym aktem poświadczenia dziedziczenia, tego ostatniego nie można skutecznie przeciwstawiać postanowieniu sądu. Kolejność uprawomocnienia się postanowienia sądu i zarejestrowania aktu poświadczenia dziedziczenia nie gra roli. Sytuacje takie mogą być dość częste z uwagi na brak objęcia przez informatyczny system, obok aktów poświadczenia dziedziczenia, także prawomocnych postanowień sądu stwierdzających prawa do spadku. Warto także pamiętać, że koszty czynności wykonanych przez notariusza związane z potwierdzeniem dziedziczenia wyniosą ok. 150 zł plus 22% VAT, a więc będą wyższe aniżeli koszty postępowania sądowego. Opłata od wniosku o stwierdzenie nabycia spadku wynosi 50 zł.
Agnieszka Kądziela - aplikant radcowski
Prześlij znajomemuChcę zapytaćPowrót
Jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania (art. 299 § 1 ksh), co oznacza, że wierzyciel może dochodzić spłaty długu z majątku osobistego członków zarządu. Musi się jednak spieszyć, by roszczenia nie uległy przedawnieniu.
Bardzo wielu przedsiębiorcom zdarzyło się, że dłużnik działający w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością nie uregulował swoich wymagalnych zobowiązań, a wszczęte wobec niego postępowanie egzekucyjne okazało się bezskuteczne. Najczęściej dług taki jest spisywany w koszty uzyskania przychodu i wierzyciel musi się pogodzić ze stratą. Warto jednak wiedzieć, że nie jest to jedyne rozwiązanie. W takiej sytuacji, wierzyciel może wytoczyć przeciwko członkom zarządu dłużnej spółki powództwo o zapłatę i zaspokoić swoje żądania z ich majątku osobistego. Jeżeli bowiem egzekucja z majątku spółki okaże się bezskuteczna, odpowiadają oni solidarnie za zobowiązania spółki. Uwolnić się od niej mogą jedynie przez wykazanie, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości albo że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości było niezawinione. Chcąc uniknąć odpowiedzialności za zobowiązania spółki, członkowie zarządu mogą również wykazać, że po stronie wierzyciela nie zaistniała szkoda.
Przedawnienie roszczeń
Wieloletnia praktyka sądowa wskazuje, że określenie terminu przedawnienia roszczeń dochodzonych przeciwko członkom zarządu sp. z o.o. w związku z bezskuteczną egzekucją wobec tej spółki wywoływało rozbieżności. Powstawały one w związku z różnym postrzeganiem charakteru odpowiedzialności członków zarządu. Przyjmując, iż odpowiedzialność ta ma charakter gwarancyjny, zbliżony do instytucji poręczenia, termin przedawnienia roszczeń byłby liczony na zasadach ogólnych kodeksu cywilnego i co do zasady wynosiłby 10 lat. Natomiast uznając, iż odpowiedzialność członków zarządu sp. z o.o. jest odpowiedzialnością odszkodowawczą, wówczas termin ten jest zdecydowanie krótszy. Wynosi on 3 lata, licząc od dnia, w którym wierzyciel dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednocześnie termin ten nie może być dłuższy niż dziesięć lat od dnia, w którym nastąpiło samo zdarzenie wywołujące szkodę. Uchwałą z dnia 7 listopada 2008 r. Sąd Najwyższy rozstrzygnął, iż prawidłowa jest koncepcja zakładająca odszkodowawczy charakter odpowiedzialności. W związku z tym, wierzyciel ma mniej czasu na dochodzenie swoich roszczeń.
Szkoda i osoby za nią odpowiedzialne
Występując z żądaniem zapłaty długu sp. z o.o. przeciwko członkom jej zarządu, należy określić szkodę, a także osoby odpowiedzialne do jej naprawienia. Za szkodę w takim postępowaniu należy uznać obniżenie potencjału majątkowego spółki skutkujące uszczerbkiem majątkowym wierzyciela w postaci niemożliwego do wyegzekwowania długu. Dla wierzyciela przewidziano znaczne ułatwienia w zakresie postępowania dowodowego. Wynikają one przede wszystkim z istniejącego domniemania szkody w wysokości niewyegzekwowanego wobec spółki zobowiązania. W związku z tym wierzyciel nie musi wykazywać wysokości szkody w tym postępowaniu. Wystarczy, że przedłoży tytuł egzekucyjny stwierdzający zobowiązanie spółki. Domniemane są także: związek przyczynowy między szkodą wierzyciela a niezłożeniem we właściwym czasie przez członka zarządu wniosku o ogłoszenie upadłości oraz zawinienie przez członka zarządu niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Samo złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości nie jest wystarczające do uwolnienia się od odpowiedzialności przez członka zarządu. Konieczne jest wykazanie, iż zostało ono dokonane we właściwym czasie. Jeżeli sąd upadłościowy oddalił wniosek z uwagi na brak majątku na pokrycie kosztów postępowania, najczęściej taki wniosek należy uznać spóźniony. Zważywszy na przesłanki wyłączające odpowiedzialność za długi spółki, trzeba pamiętać, że osobami, które powinny występować w procesie jako pozwani, są osoby, które były członkami zarządu w czasie właściwym dla ogłoszenia upadłości. Odpowiedzialność ta obejmuje również zobowiązania powstałe dopiero po spełnieniu się przesłanek do zgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości.
Bezskuteczność egzekucji wobec spółki
Aby skutecznie domagać się zapłaty długu spółki przez członków jej zarządu, należy wykazać bezskuteczność egzekucji wobec tej spółki. Przesłanka ta jest również kluczowa dla rozstrzygnięcia, czy roszczenia przeciwko członkom zarządu sp. z o.o. nie uległy już przedawnieniu. Za początek biegu terminu przedawnienia przyjąć należy dzień, w którym wierzyciel uzyskał informację na temat bezskuteczności egzekucji wobec spółki. Najczęściej jest to dzień doręczenia wierzycielowi postanowienia o umorzeniu postępowania egzekucyjnego prowadzonego przez komornika z uwagi na bezskuteczność egzekucji. Nie oznacza to, iż wierzyciele mogą w nieuzasadniony sposób zwlekać z wszczęciem postępowania egzekucyjnego przeciwko spółce, korzystając z faktu, iż roszczenie stwierdzone prawomocnym tytułem egzekucyjnym przedawnia się z upływem 10 lat. W takich sytuacjach jest ryzyko uznania przez sąd, iż termin przedawnienia roszczeń przeciwko członkom zarządu spółki liczony będzie od dnia, w którym wierzyciel mógł podjąć czynności egzekucyjne przeciwko spółce i uzyskać wiedzę o braku majątku, a nie od faktycznej daty uzyskania informacji.
Za datę dowiedzenia się o braku majątku spółki na zaspokojenie długu można również uznać dzień, w którym wierzyciel uzyska informację o postanowieniu o umorzeniu postępowania upadłościowego, z którego wynika jednoznacznie brak środków na zaspokojenie kosztów postępowania lub informację o oddaleniu przez sąd wniosku o ogłoszenie upadłości. Od tego dnia zaczyna się bieg trzyletniego terminu na dochodzenie swych roszczeń.
Na drogę sądową przeciwko członkom zarządu możemy występować bez obaw o udowodnienie niemożliwości egzekucji, mając również prawomocny plan podziału majątku, czy to w postępowaniu egzekucyjnym, czy upadłościowym, z którego wynika, że nasza wierzytelności nie zostanie zaspokojona w pełnej wysokości. Bezskuteczność egzekucji wobec spółki wykazać można również poprzez dokumenty z akt rejestrowych spółki, z których wynika wykreślenie z rejestru.
Przesłanka bezskuteczności egzekucji nie ogranicza się tylko do powyższych sytuacji. Można ją wykazać na podstawie każdego dowodu, z którego wynika, że wyegzekwowanie długu od spółki jest niemożliwe. Należy pamiętać też, że moment uzyskania wiadomości o takiej okoliczności jest decydujący dla ustalenia początku terminu przedawnienia. Z decyzją o podjęciu kroków na drodze sądowej przeciwko członkom zarządu sp. z o.o. nie należy zatem zwlekać, aby uniemożliwić pozwanym skuteczną obronę zarzutem przedawnienia roszczeń.
Agnieszka Kądziela - aplikant radcowski
Prześlij znajomemuChcę zapytaćPowrót
Projekt wprowadzenia sztywnych marż i cen na leki refundowane jest jedną z węzłowych propozycji tzw. „małej nowelizacji” prawa farmaceutycznego. Zgodnie z nią ulegnie zmianie dotychczasowa regulacja zawarta w ustawie o cenach, zakładająca, że ceny urzędowe i marże handlowe urzędowe mają charakter cen i marż maksymalnych – jeśli ustawa wejdzie w życie, ceny i marże na leki refundowane będą miały charakter sztywny. Czy nowe przepisy ograniczą konkurencję i spowodują podwyżkę cen leków?
Projekt sprzyja krajowym producentom
Propozycje te wychodzą naprzeciw postulatom krajowych wytwórców farmaceutycznych, dla których praktyki rabatowe stosowane przez producentów leków oryginalnych stanowiły barierę nie do przejścia. Rzeczywista cena leku refundowanego, jaką płaci pacjent w aptece jest pochodną dwóch elementów – tzw. limitu ceny (najczęściej ceny najtańszego preparatu na rynku) oraz poziomu refundacji. W przypadku jeśli na daną grupę leków został wyznaczony limit, pacjent ponosi dopłatę w granicach limitu ceny (resztę limitu finansuje Narodowy Fundusz Zdrowia) oraz dodatkowo opłaca nadwyżkę ponad limit ceny. Według argumentów krajowych producentów leków, system rabatów stosowany przez duże koncerny farmaceutyczne umożliwia aptekarzom konsumowanie korzyści wynikających z opustów, a jednocześnie pobieranie wynikającej z ustalonej urzędowo ceny leku kwoty refundacji, co pozwala w efekcie na istnienie niezdrowych praktyk rynkowych w rodzaju leków za grosik, których niska cena jest tylko pozorna, ponieważ w efekcie koszty ponosi płatnik, czyli NFZ.
Czy sztywne marże i ceny leków zabiją konkurencję?
Konsekwencją wprowadzenia nowych regulacji będzie to, że cena danego leku w każdej aptece w kraju będzie identyczna. I tu pojawia się problem, ponieważ aptekarze w praktyce nie będą mogli już konkurować między sobą ceną sprzedawanych przez nich leków refundowanych. Oznacza to wyższe ceny leków dla pacjentów, gdyż znikną wszelkie promocje. Zwolennicy zmian argumentują, że zmusi to duże firmy farmaceutyczne do obniżek cen na poziomie ustalania cen leków, a więc, że koszty jednak spadną. Pojawiają się jednak istotne wątpliwości, czy jest to proporcjonalny środek dla osiągnięcia zakładanego celu. Po pierwsze cena urzędowa nie ma sama w sobie charakteru elastycznego. Jej ustalanie trwa w polskich warunkach miesiącami – producenci nie będą mieli zatem żadnych szans na odpowiednią reakcję na bodźce rynkowe. Po drugie, decyzja Ministra Zdrowia o ustaleniu urzędowej ceny zbytu na lek refundowany będzie oznaczała władcze ukształtowanie praw i obowiązków podmiotów na wszystkich poziomach rynku, nie tylko praw i obowiązków producenta.
Tego rodzaju rozstrzygnięcie będzie oznaczało w konsekwencji wyeliminowanie swobody stron w ukształtowaniu podstawowego elementu umowy sprzedaży, jakim jest cena. I to zarówno w umowie pomiędzy producentem leku a hurtownikiem, ale także pomiędzy hurtownią i apteką, i wreszcie, pomiędzy apteką a wykupującym lek pacjentem. Biorąc pod uwagę, że stosowanie leków znajdujących się w wykazach refundacyjnych to dla pacjentów częstokroć sprawa nie tylko zdrowia i znośnego komfortu, ale przede wszystkim życia, można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że jeśli omawiane propozycje zaczną obowiązywać, Minister Zdrowia będzie jednym władczym aktem decydował, ile każdy z pacjentów wyda na swoje leczenie. Czy to będzie oznaczało, że także niezadowolony z takiej decyzji pacjent, hurtownik, czy też apteka będą mogli skarżyć decyzję Ministerstwa? Nie wiadomo.
Proponowane zmiany mogą ograniczyć konkurencję pomiędzy hurtowniami farmaceutycznymi oraz między aptekami. Należy ocenić, że w sposób nieproporcjonalny do zamierzonego celu ogranicza to swobodę działalności gospodarczej gwarantowaną przez Konstytucję. Co więcej może doprowadzić to do wzrostu zachowań o charakterze korupcyjnym – może nasilić się zjawisko niewykazywanych rabatów.
Wątpliwości nasuwają się także w odniesieniu do zgodności proponowanych rozwiązań z prawem wspólnotowym, zwłaszcza, czy nie stanowią one środka równoważnego do ograniczeń ilościowych. Tego typu środki są zakazane przez prawo unijne, chyba że są uzasadnione jakimś szczególnym powodem i są proporcjonalne oraz konieczne. Tutaj występuje co prawda szczególny powód – ochrona zdrowia publicznego, pytanie tylko, czy sam środek jest niezbędny i proporcjonalny. Wiele leków sprzedawanych w Polsce jest przecież wytwarzana w innych krajach Wspólnoty. Wprowadzenie omawianych regulacji może wielu ich producentom ograniczyć dostęp do rynku, poprzez brak możliwości stosowania zachęt cenowych.
Poszkodowany może zostać także NFZ
Dodatkowo istnieje spore ryzyko, że ogromne koszty poniesie także NFZ. Projekt nowelizacji przewiduje nie tylko usztywnienie cen i marż na leki refundowane, ale także wprowadza regulację, że w przypadku, gdy cena detaliczna leku w aptece jest niższa od limitu ceny, wówczas refundacja leku nie może przekroczyć tej ceny detalicznej. W sytuacji usztywnienia cen i marż, w praktyce możliwość istnienia ceny detalicznej niższej od limitu będzie znikoma. Oznacza to, że NFZ nie zaoszczędzi sporych kwot na stosowanych przez apteki obecnie obniżkach cen leków. Umieszczenie dwóch tak niespójnych ze sobą regulacji w jednym projekcie świadczy o niedostatecznym rozważeniu sugerowanych zmian.
Są także pozytywne propozycje
Przewidywane zmiany w zakresie cen i marż na leki zawierają jednak także elementy wprowadzające do systemu większą przejrzystość. Zniknie regulacja obligująca do ustalania urzędowej ceny leku (w rzeczywistości i tak największe znaczenie ma cena proponowana przez wytwórcę hurtownikowi), zamiast niej ustalaniu będzie podlegała tzw. cena zbytu, czyli cena sprzedaży leku przez wytwórcę. Od tej kwoty będzie naliczana marża hurtowa i detaliczna. Zdecydowanie negatywnie należy jednak ocenić regulację dotycząca podziału marży hurtowej. Przy propozycji sztywnej marży hurtowej wprowadzono też zasadę, zgodnie z którą będzie ona podlegała równemu podziałowi pomiędzy uczestniczące w łańcuchu dystrybucji hurtownie. Jest to projekt nieodpowiadający zupełnie realiom rynku i przynoszący ryzyko zachowań korupcjogennych.
Czas pokaże, jakie będą losy omawianego projektu. Ma on swoich zagorzałych zwolenników, jak i zażartych przeciwników. Należy jednak podkreślić, że wbrew często powtarzanym poglądom, wprowadzenie sztywnych cen i marż na leki nie wynika z uregulowań unijnych – prawo wspólnotowe w ogóle nie reguluje tej kwestii. Jeśli nawet w wielu krajach UE obowiązują podobne rozwiązania, to i tak sami powinniśmy zdecydować, czy będą one dla nas korzystne. Zastanowić się należy, czy naszych obywateli stać będzie na podwyższenie cen leków w aptekach oraz rzeczywiste ograniczenie konkurencji pomiędzy prowadzącymi obrót lekami przedsiębiorcami, w imię skądinąd słusznej walki z patologicznymi praktykami rynkowymi?
Michał Jabłoński - prawnik